Social



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Idzie piękny nowy rok!


Przyznaję - całkowicie zniknęłam z blogosfery. Bo w końcu o czym tu pisać? Przestawiłam się na zdjęcia zamiast tekstu. Jednak na początek nowego roku stwierdziłam, że mimo wszystko by wypadało coś nabazgrać.

Jak wiecie, zrezygnowałam z maliny  na rzecz rozsądku, braku wyrzutów sumienia i spokoju w rodzinnym domu. Po kilku miesiącach mogę stwierdzić, że to był dobry pomysł. Myślę, że wszyscy na tym wygrali ze mną na czele. Znalazłam czas zarówno na naukę jak i intensywne sesje zdjęciowe z nowymi jak i starymi modelami.




Już po wakacjach zaczęłam szukać małej malinki do wzięcia w nowym roku. Od strony Working Dog, gdzie publikuje się mioty psów użytkowych praktycznie się uzależniłam. Wkrótce znalazłam bardzo przyjemny mioty, dokonałam wstępnej rezerwacji i na tym poprzestałam swoją działalność w tym kierunku. Do czasu... Ostatnie dwa miesiące były nieustannym myśleniem, czy na pewno powinnam brać psa z tej hodowli. Niemal codziennie rozmawiałam z hodowcami OB z całej Europy.
Potem zaczęłam patrzeć na psy
w typie do adopcji... Przyznaję - miałam chwilami obsesję ;) 

Ostatni tydzień roku spędziłam na działce z ograniczonym dostępem do internetu. Kiedy więc zalogowałam się na facebooka od razu zaatakowała mnie masa wiadomości, ale w tym jedna najważniejsza. Hodowczyni od której chciałam brać szczeniaka w lato, zdecydowała się powtórzyć miot, bo szczeniaki okazały się dokładnie takie, jakie sobie wymarzyła.
Miot będzie na wiosnę...

Ale nie samą maliną człowiek żyje. Przyznaję, że Zula ze względu na moje różne dodatkowe zobowiązania (m.in nauczenie się od podstaw całego programu z rozszerzonej geografii na maturę w ciągu kilku miesięcy - dopiero w październiku zorientowałam się, że może i jestem w klasie biol-chemicznej, ale mózg mam anty-ścisły) nieco była zaniedbana. Jednak i tak jestem coraz bardziej zachwycona tym psem. Jako 7 letni obywatel psiego światka, jest już naprawdę fajnie ogarnięta i dojrzała. Wciąż ma dużo energii i zapału do nauki, a także wytrwałość do długich spacerów.
Na działce ze względu na brak śniegu wpadłam na pomysł spróbowania z nią po raz pierwszy wspólnej przejażdżki rowerowej. Zula była zachwycona! Cały czas ''kłusowała'' przy moim rowerze , przy tym nie wpadała pod koła.

Jednak to co najbardziej odczułam w tym roku jest wzajemne zrozumienie. Wystarczy mój jeden ruch ręki bądź jedno słowo i Zula od razu rozumie, czego od niej oczekuję. Nie chodzi tu o sztuczki, tylko o codzienne rzeczy jak wejście do autobusu, zawrócenie czy spokojne poczekanie przy jezdni.
Ale już najbardziej poczułam wzruszenie, kiedy na dźwięk pierwszych fajerwerków Zula zeskoczyła z kolan mojej siostry i pobiegła do mnie, by się przytulić i uspokoić. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła - wybrała leżenie obok mnie niż siedzenie z resztą rodziny piętro niżej.
Ten moment, kiedy w chwili naprawdę dużego stresu pies się przy tobie uspokaja, bo ci ufa, jest jednym z najpiękniejszych. Żaden medal czy nauczenie trudnej sztuczki nie jest nawet w połowie tyle warte, co coś takiego.

Wracając do 2017 - mam nadzieję, że tym razem wszystko się uda. Dobrze napiszę maturę, będę miała wymarzonego szczeniaka, znajdę pracę, zaoszczędzę pieniądze na kolejne wielkie marzenie...

Póki co, znowu znikam z bloga. Trzymam kciuki, żebym wróciła już w większym towarzystwie za kilka miesięcy. Wam też życzę spełnienia marzeń, zarówno tych małych jak i dużych 
w nowym roku. 

Do usłyszenia :)