Social



niedziela, 4 października 2015

Po trupach do celu?




Łatwo jest marzyć.
Łatwo jest odkładać marzenia na później, ''bo jeszcze nie teraz''.
Łatwo powiedzieć, że wyjadę na Majorkę, chociaż mam świadomość pustki na koncie i wiem, że tak naprawdę to bardziej gadanie dla gadania. A kiedy znajomi spytają o wakacyjne plany wystarczy westchnąć, z ubolewaniem mówiąc jakie to życie jest ciężkie. Znajomi zrozumieją i sami wspomną
jak chcieli zacząć biegać, ale buty do biegania okazały się za drogie.
Łatwo wynajdywać przeszkody.
Łatwo zrzucić odpowiedzialność na nieżyczliwy los.
Niestety tam, gdzie chcemy dotrzeć, nigdy nie wiedzie droga na skróty.






Od jakiegoś czasu stan moich myśli utrzymuje się w punkcie krytycznym. Czuję, że gdyby do całego tego chaosu nagle doszło coś jeszcze, nastąpiłaby erupcja godna Wezuwiusza. Patrząc z perspektywy jak wakacje zmieniły relację ja - Zula, lato było katastrofą. Jednak czasem nie samym... własnym psem człowiek żyje. I tu dochodzimy do marzenia numer 1...



Malina. Wciąż, niezmiennie od ponad roku trwa na posterunku fruwając między moimi mózgowymi neuronami. Ale tym razem zmieniłam podejście. Rodzicom mogę mówić, że psem się zajmę, przedstawić plan życia z owczarkiem na najbliższe 5 lat, a i tak ich nie przekonam. 

Zamieniam słowa na czyny


  •  znalezienie pracy max do końca tego roku  - cel: pokazanie, że jestem już odpowiedzialna
  • regularne treningi (bieganie, pływanie etc) - cel: udowodnienie, że potrafię łączyć przebywanie na świeżym powietrzu ze szkołą    
  • zaangażowanie w naukę - cel: hello, w końcu Oświata zaczyna mnie interesować



  • Nie jestem osobą, która się tak łatwo poddaje. Nie chcę czekać na wzięcie psa aż do rozpoczęcia studiów. Bo tutaj jest również marzenie numer 2...
    O którym jeszcze nie chcę szerzej pisać, żeby nie zapeszyć


    Niestety kiedy coraz odważniej myślałam o własnej malinie, w ogóle o własnym psie (przypominam, że Zula mieszka na co dzień z babcią), pojawił się dodatkowy czynnik, który zmienił wszystko. Czynnik ten znajduje się (a właściwie mieszka) dokładnie naprzeciwko mnie, ma 14 lat i właśnie przechodzi nastoletnie dojrzewanie. 
    Powitajcie moją młodszą siostrę.
    Co ma siostra do psa?
    Wszystko. I zupełnie nic.

    Jeszcze rok temu dopiero co skończyła podstawówkę, była siostrą na poziomie akceptowalnym :)
    Obecnie chowa w swoim wychudzonym ciele, całe zło tego świata.
    Skutek jest taki, że mam w domu
    - bardzo depresyjną mamę
    - średnio depresyjną babcię
    - trochę mniej depresyjnego tatę

    I tutaj zadaje sobie pytanie: jak bardzo pogrążę rodzinę dorzucając do tego wszystkiego psa?
    I czy w ogóle mogę spełniać marzenia kosztem innych?

    Chciałabym naprawdę wkręcić się w psie sporty, chodzić po ukochanych górach w towarzystwie psa, jako psio - ludzki team coś osiągnąć. Jednocześnie widzę jak zwykły, nastoletni bunt niszczy wszystko, co jest dla mnie ważne. 
    Nie lubię się poddawać, kiedy cel jest dla mnie wszystkim. 
    Ale czy naprawdę ''po trupach do celu'' jest właściwym wyborem?


    Jestem tak blisko. Naprawdę tak blisko. W końcu czuję, że to ma szansę się udać!
    W końcu mam własny pokój, z domu zniknął brat - alergik.
    Czuję, że to jest właściwy moment.
    Tylko czy właściwi decydujący też tak będą myśleć?


    1. Nie ma co się spieszyć. Rozumiem doskonale, że bardzo chcesz mieć malinę, że chcesz mieć ją już i każdy dzień zwłoki wydaje się wiecznością, ale czasem lepiej odpuścić - żeby było jasne, nie namawiam Cię do odpuszczenia, a po prostu do rozważenia na spokojnie wszystkich za i przeciw po tysiąc razy. Pamiętaj o tym, że ewentualne trudności domowe związane z siostrą, przyjazdami brata - alergika, etc. mogą odbić się na psie.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dzięki za komentarz :)
        Faktycznie to czekanie się dłuuuży, psa juz niemal brałam rok temu ale jednak stwierdzilam że jeszcze nie teraz... brat alergik jest na szczescie małym problemem w porownaniu do siostry. Masz rację - nie chcę zeby to jakie glupstwa robi siostra wpływalo na psa, ale nie bede wciskac sobie kitu że ten wplyw bedzie zerowy. W koncu kazda kłotnia cos zmienia.
        Cały czas rozwazam wszystkie za I przeciw. Ta moja zwiekszona aktywnosc sportowa czy praca tez ma mi samej pokazać czy naprawdę jestem, w praktyce, gotowa.
        I tak ostatnie zdanie bedą miec rodzice ;)

        Usuń
    2. Zgadzam się z komentarzem wyżej, chociaż mi odpuszczanie nie przychodzi tak łatwo. Od czterech lat czekam na drugiego psa, także ze względu na Emeta. Jestem dorosła, w tym roku prawdopodobnie dostanę stypendium naukowe więc nawet sprawa kosztów byłaby załatwiona. Ale mam poczucie, a raczej jestem pewna tego że zostanę wręcz wykluczona z dalszej rodziny (babcia np) która nie rozumie mojej pasji a Emeta wciąż nazywa zbędnym obowiązkiem i łączy z nim same problemy. Ostatnio we Francji pojawił się pies moich marzeń, nie spałam całą noc szukając dojazdu na południe Niemiec. Mogłabym to zrobić, ale boję się reakcji kiedy jeszcze utrzymuje mnie rodzina. Czasami brakuje mi sił, załamuję się. Fajnie byłoby już teraz pracować że szczeniakiem by móc coś jeszcze osiągnąć. Mówię sobie, że widocznie to jeszcze nie ten moment, inaczej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Czasami trzeba czekać, a czekanie na pewno się opłaci :). Trzymam kciuki a Emet łapki za malinkę!

      OdpowiedzUsuń
    3. Ja na psa czekałam ponad 5 lat, dostałam, będąc w wieku Twojej siostry ( tylko psychicznie byłam widocznie starsza niż lat 14 ;) ). Tyle łez wylanych, tyle szczeniaków rezerwowanych a potem musiałam rezygnować.. Powód? Nieodpowiedzialna starsza o 8 lat siostra ;) wziela Labradora i zaniedbała go, wymawiając sie brakiem cierpliwości. Po paru latach rodzice zgodzili sie na mojego wymarzonego Owczarka Niemieckiego, dzisiaj ma 2,5 roku, pies moich marzeń, ideał choć z wadami ;) planuje również Malinoisa, ale to za 3 lata jak pójdę na studia :) z całego serca życzę Ci spełniania Twoich marzeń i poprawy w zachowaniu siostry.. Trzymamy kciuki z Nandem, abyś dostała wymarzoną i zasłużoną Malinkę! :)

      Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do nas :)
      nandoon.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękuję za komentarz :)
        Ja również trzymam kciuki za twoją malinkę!
        Dobrze pamiętam, że mieszkacie w górach?
        Jeśli tak - to przynajmniej tego wam baaardzo zazdroszczę!

        Usuń
    4. A swoją drogą (tak zupełnie poza tematem czekania, wyborów, etc.), dlaczego akurat malina? Pytam z ciekawości, bo dla mnie to jedna z tych ras, które klasyfikuję jako "piękne, popatrzę sobie z daleka". :P

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. odpowiem za siebie bo w sumie tez chce maline - madre to to, postraszyc umie, w miare lekkie a i tak ma w miare okej wzrost przy tym. w sumie ja kocham ONki i powinie nastepne cudo tez by bylo onkiem, ale wygrywa tu malina - nie maja tak zjechanych tylnych nóg a charakter równie przecudownie owczarkowaty :)

        Usuń
      2. Czemu malina? Hm, jest wiele powodów :)
        Przede wszystkim to świetne, aktywne psy, do tego fajnej wielkości,
        zdrowe i niepopularne poza światem IPO. Nie mają wyglądu słodkiego borderka i to też mi bardzo pasuje. Są lekko rąbnięte, czasami mam wrażenie że ze skłonnościami samobójczymi (co wraz ze mną i moimi zdolnościami w tym kierunku może dać niezłe połączenie!).
        Kurczę, ja po prostu słucham o tych psach, oglądam je w akcji i myślę, że to jest właśnie TO :)

        Usuń
      3. Właśnie to "lekkie rąbnięcie", które ja nazywam nadwrażliwością i rozemocjonowaniem mi w malinach nie odpowiada. Bo z tym, że to piękne, atletyczne zwierzęta, a do tego wspaniałe w pracy to zgadzam się w 100%. Po prostu obawiam się codziennego życia z takim psem, a że to właśnie jest dla mnie mnie bardzo ważne, bo jednak szkolenie i zawody to ułamek czasu, który się spędza z psem... cóż, ja ostatecznie skreśliłam malinę ze swojej listy, ale z przyjemnością będę czytać o Waszych maliniakach!

        Usuń
      4. powiem Ci, że ja jakoś nie odczułam w kontaktach z malinami lekkiego rabniecia a raczej wrecz przeciwnie - opanowanie i gotowosc do wykonania polecenia, czekanie na kontakt z czlowiekiem. Ale co to za znajomosc tylko policyjnych malin ;)

        Usuń
      5. Jak dla mnie uzyskanie opanowanej maliny to naprawdę wyczyn! Choc w pracy są swietne to jednak wyciszenie samo w sobie jest niezlą szkołą. Ale wiele tez zalezy od genów - mialam kontakt I z malinami 100% ipowskimi I wystawowymi (chociaz I te zawsze mają w rodowodzie IPO, przynajmniej w Polsce) i te drugie są bardziej ogarniete I nie tak twarde.

        Usuń
      6. ja tylko z policyjnymi ;) i taki jest dla mnie ideal maliny :)

        Usuń
      7. Naprawdę? Ja jednak wolę właśnie te niepolicyjne ;)
        Nawet w kwestii budowy - ipowskie maliniaki są często naprawdę potężne, takie umięśnione cielaki :p
        Poza tym w moim ukochanym dogfrisbee czy agility lepiej się sprawdza drobniejsza budowa :)

        Usuń
      8. tak na prawdę :) wiesz co, ja bym brała sucz więc będzie troszkę drobniejsza niż pies. ale te policyjne sa tak zdyscyplinowane, czekające na Twoją komendę i chetne do pracy ze mmm <3 haha

        Usuń
    5. w domu od ponad 8 lat jest ze mnie sucz owczarka niemieckiego. jest to mój pierwszy pies, ktory mógłby (niekiedy) robić za przykład psich błędów szkoleniowych czy wychowawczych :) jednak jest cudem, ktory mimo wszystko wiele rozumie, stara się, znosi moje poddawanie się podczas uczenia nowej komendy (bo to w wiekszości ja mam problem z przekazaniem psu jak cos ma wygladac). Od hmm spokojnie 3 lat chodzi za mną malina. Czytając tego posta doszłam do wniosku, że mamy wiele wspólnego. Zacznę od tego, czemu moi rodzice nie zgadzają się na psa, nie jest to sprawa finansowa, ale uważają, że mamy jednego psa i tyle starczy. Nadmienię, że mieszkam w domu jednorodzinnym, z dużym ogrodem, mam wlasny pokoj. Tak samo jak Ty pozakładałam sobie pewne cele, które miałyby rodzicom pokazać, że jestem gotowa na wlasnego psa, ze dam rade. Jestem już po maturze, która uważam, że poszła mi baaardzo dobrze (czyli cały rok zapieprzu), od 3 lat pracuję w weekendy jako fotograf (i kasa jest i odpowiedzialność, i pokazanie, że da się połączyć szkołę, intensywną naukę z pracą), treningi - może za dużo powiedziane ze względu na moje "kalectwo", ale codziennie z sucz chodziłam (i nadal chodzę zeby nie bylo 7-10km). i doklanie jak u Ciebie problemem staje się rodzeństwo - 14 letni brat, który jest nieusłuchanym dzieciakiem pod kątem psa. Pies odwraca głowę - on musi ją głaskać, ja wołam psa - on musi zacząć wołać psa.
      Po długich namysłach i rozmowach z rodzicami doszliśmy do wniosku (stety niestety zależy dla kogo), ze lepiej bedzie jak poczekamy z maliną (ktora w sumie mialaby byc domowym psiakiem, do spacerow i posluszenstwa, zadne wyczynowe sporty) dopóki mój brat nie rozumie, ze nalezy szanowac czyjas prace z psem, nie pojmie chociaz podstawowych sygnałów wydawanych przez psa - no niestety, Z jednej strony jest mi troche przykro, bo wiem, ze w najblizszym czasie nie zobacze malinaka u mnie w domu, by boku starszej sucz na spacerze. Jednak z drugiej ciesze sie, bo w ten sposob rodzice dali mi zielone swiatlo, ze moze jeszcze nie teraz ale na pewno malina zjawi sie w moim zyciu. Teraz w sumie to popracowac trzeba nie nad psem ale nad bratem :)

      pozdrawiam, nie poddawaj sie :)

      www.antasfoto.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękuję ci za tak długi komentarz!
        Czytałam go i się po prostu uśmiechałam, że jest jeszcze ktoś kto rozumie moją sytuację ;)
        Długo nie publikowałam tego postu, bo jednak byłam nieco rozdarta - wstawić czy nie wstawić i samemu wszystko ogarnąć, ale jak widzę czasami warto dać sobie pomóc i posłuchać historii innych.
        A mogę podpytać jak konkretnie wygląda ta twoja praca fotografa? Kojarzyłam cię głównie z koszykówki, właśnie tak spędzasz weekendy? :)

        Usuń
      2. Bardzo się cieszę :)

        tak, koszykówka (wbrew pozorom to nie takie łatwe jakby mogło się wydawać :) ), obsluguję także Salony Optyczne Izabela Gil oraz Origami Projekt - restauracja, ale u nich to na zasadzie "na zawołanie" - dzwonia czy moge wpasc bo potrzebuje zdjec i jade :)

        Usuń
      3. Fajną masz pracę - na pewno ciężką, ale też dającą dużą satysfakcję i doświadczenie! Zazdroszczę :)

        Usuń
      4. to z pewnością! :) możliwość poznania wspaniałych ludzi i praca z nimi praktycznie na co dzień, do tego dzięki "jakiemuśtam" doświadczeniu nie ma problemu z uzyskaniem akredytacji na koncerty :) A na pewno uczy cierpliwości (złap tu człowieku ten moment w koszykówce) i wyczucia :P

        Usuń

    Komentarz to nie miejsce na SPAM!
    NIE OBOWIĄZUJE zasada obserwowanie za obserwowanie