Social



czwartek, 16 czerwca 2016

Marzenia chodzą na 4 łapach


źródło - Lichtphotographie
Ten post piszę trochę dla siebie, bo chcę do niego wracać, kiedy będę wątpić w swoją decyzję, ale też trochę dla was, żebyście podobnie jak ja potrafili znaleźć światełko w tunelu. Marzeniem wielu psiarzy jest wystartowanie w zawodach, sprawienie by pies polubił szarpanie czy po prostu całkowicie wam zaufał. Ale wśród psiarzy są też osoby, które chcą zacząć od podstaw - od wzięcia psa. Nie mogę być jednak ani w jednej ani w drugiej grupie. Z jednej strony niedaleko mnie mieszka babcia z Zulą, a z drugiej to jednak nie jest to samo co mieć w 100% własnego zwierzaka.

Odkąd poszłam do liceum (boże, już całe dwa lata temu!) myślę o zostaniu właścicielem wymarzonej malinki. W tajemnicy pojechałam do Lublina zobaczyć owczarka belgijskiego przyjętego do schroniska. Jednak rodziców nie udało się przekonać i przez kilka tygodni wszyscy mieli podwyższone ciśnienie. Jakiś czas temu znowu chciałam zaadoptować młodego belga, tym razem z Łodzi. Ponownie najpierw miałam nadzieję, że wszystko będzie super, ale zabrakło mi szczęścia.
W tym samym czasie regularnie przeglądałam hodowle europejskich hodowli szukając idealnego miotu. Bo co prawda pamiętałam o braku zgody na wzięcie psa, jednak jestem osobą bardzo zdeterminowaną. Zanim jakieś zdarzenie do końca obetnie mi skrzydła, już rosną na ich miejsce drugie...

I znalazłam. Wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazywały, że w końcu mam to, czego szukałam. Fantastyczna, socjalna, skoczna suczka z holenderskich linii i do tego równie wspaniały pies. Wisienką na torcie okazała się przemiła hodowczyni. Nie mogłam po prostu sobie odpuścić
Zawarłam z rodzicami deal - jeśli poprawię oceny, bierzemy szczeniaka. 
Zaczęłam się uczyć. Dosyć szybko z biologii zaczęłam dostawać coś więcej niż dwójki. Na matematyce starałam się być aktywna, robiłam kilkadziesiąt zadań przed sprawdzianami. I tutaj udało mi się osiągnąć sukces. Przeszkodą okazała się chemia i hiszpański, których po prostu nie byłam w stanie przetrawić. Jednak mimo wszystko po raz pierwszy od dwóch lat zaczęło mi zależeć na ocenach...

by Nadine L.

Aż nadszedł dzień narodzin. W wielkim, liczącym 9 szczeniaków miocie, miał być ten jeden mój.
Od razu moją uwagę przykuła niemal czarna suczka. Ale koniec roku zbliżał się nieuchronnie, a ja wiedziałam, że nie uda mi się spełnić w 100 procentach umowy z rodzicami...
Znajomi doradzali rezerwację i przyparcie do muru. Cóż, stało się, szczeniak już kupiony, nie do odkręcenia. Być może u niektórych jest to jedyna metoda. Ale nie u mnie. Bo czy naprawdę aż tak warto ryzykować w rodzinnych relacjach?

Po wielu, naprawdę wielu rozmowach widziałam, że tak naprawdę wystarczy jeszcze trochę rodziców pomęczyć i się zgodzą. Więc naciskałam dalej. A potem zatrzymałam się w tym dążeniu do spełnienia marzenia. Uzmysłowiłam sobie do czego tak naprawdę doprowadzę. Owszem, będę miała swojego psa, ale kosztem wszystkich ludzi na około. Zapytałam samą siebie czy naprawdę muszę wziąć psa w tym roku. I okazało się, że...nie. Przede mną klasa maturalna. Na pewno da się to połączyć ze szczeniakiem, ale zbyt dobrze siebie znam, żeby wierzyć, że nagle będę w stanie codziennie się uczyć po minimum godzinie, jeśli obok mnie będzie realnie spełnione marzenie.

Od dawna planowałam zrobić chociaż rok przerwy po maturze. I choć chciałam poświęcić go na podróż po Europie, najpierw zajmę się psem. Pewnie kilka dni w tygodniu będę pracować, od czasu do czasu wyjadę gdzieś na weekend. Co potem?
Jak się okazuje, nie warto sobie wszystkiego zakładać z góry. Zostawiam sobie otwarte drzwi do każdej możliwości jaka się przede mną otworzy. Może po roku uda mi się wybrać do Norwegii z malinką? Zobaczyć Karpaty jesienią? A może na nowo polubię naukę i nie będę mogła się doczekać początków studiów? Kto wie...

Jeśli jesteście w podobnej sytuacji jak ja, pogadajcie szczerze sami ze sobą, czy jesteście gotowi na wszystko by tylko spełnić marzenie. Jeszcze kilka dni temu myślałam, że jestem, ale jak widać to było tylko złudzenie.
Czy podjęcie takiej decyzji jest trudne? Cholernie. Zwłaszcza kiedy tak wiele twoich znajomych własnie wzięło szczeniaka, a szczenięce mordki uśmiechają się do ciebie z każdego miejsca na facebookowej tablicy. Ale wiecie co - kiedy powiedziałam rodzicom, że poczekam, poczułam ogromną ulgę. Od tak dawna cały czas żyłam w wielkim rozdarciu między rzeczywistością a marzeniami, które oczywiście zawsze okazywały się lepsze od prawdziwego życia, że nie potrafiłam się skoncentrować na niczym innym.

Teraz czeka mnie kilka trudnych miesięcy, ale jestem dobrej myśli. Zacznę może od kupienia nowego obiektywu i znalezieniu fajnych modeli, bo nic tak nie sprzyja twórczości jak poważny dołek emocjonalny :)





  1. A ja powiem jak to było u mnie, chciałam psa a nawet więcej - marzyłam każdego dnia ale z pewnych powodów mieć nie mogłam więc nie szukałam, to pies znalazł mnie. Do samego końca nie byłam w 100% pewna ale wiem, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji. Mam to czego od zawsze chciałam. Mój mały diament który staram się szlifować jak najlepiej potrafie, żeby pewnego dnia był idealny w 101% :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na to jak się Speedy rozwija, na pewno będzie tak wspaniała jak mówisz :)

      Usuń
  2. Bardzo mądry POST! I co? Po odłożeniu tej decyzji na później, zamierzasz nadal bardziej się przykładać do nauki? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No to wiesz jak będzie, przez następny rok będziemy ślęczeć nad hodowlami i papisiami, w kupie raźniej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mając 20 lat, a było to 4 lata temu postawiłam rodziców przed faktem dokonanym. Dopiero co odszedl od nas poprzedni pies, ale nie był moim prawdziwym psem wychowanym tylko przeze mnie dlatego zdecydowałam sama, ze kupię wymarzonego psa i go wychowam. Dochodzenie z rodzicami było niestety ciezkie i szok byl ogromny kiedy przyprowadzilam Dżoka do domu, ale pokochali go od razu mimo spiec i zakazow takze zadaj sobie jedno pytanie: czy pogodzisz naukę z zajmowaniem się psem i pomyśl o wydatkach bo pies nie jest na rok czy dwa, ale na kilkanaście lat.

    Pozdrawiamy,
    wildjackjoker.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna że rodzice (którzy z reszta sami to powiedzieli) tez by od razu pokochali malinkę :)
      Pytanie o posiadanie psa i związane z tym wszystkim kwestie rozważylam juz dawno - teraz tylko postanowiłam przesunąć moment wzięcia szczeniaka o te kilka miesiący

      Usuń
  6. Klikając link spodziewałam się przeczytać coś zupełnie innego. Ale najważniejsze że czujesz że podjęłaś słuszną decyzję.
    Ja się czuję lekko rozdarta, ale mam jeszcze czas na przemyślanie tej sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo a co myślalas? Ciekawa jestem :3

      Usuń
  7. Masz całkowitą rację, zresztą ja jestem zdania że na wszystko przyjdzie odpowiedzi czas i nie ma co się spieszyć, szczególnie z taką decyzją.
    Podjęcie decyzji przeze mnie jest cholernie trudne, bo czuję że czy teraz czy za rok, dwa i tak zrobię to wbrew wielu osobom..a nie potrafię robić czegoś wbrew wszystkim i wszystkiemu.

    OdpowiedzUsuń
  8. myślę, że bardzo mądrze postąpiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo, naprawdę bardzo (!) podziwiam Twoją postawę. Co chwilę widzę wokół siebie historie osób spełniających swoje marzenie o idealnym szczeniaku za wszelką, moim zdaniem, często zbyt wysoką cenę. Cenę, którą - dodajmy - płaci nie tylko człowiek, ale przede wszystkim pies, dla którego nie ma tyle czasu, ile być powinno, którym nie wiadomo, jak się właściwie zająć, etc. Strasznie się cieszę na taki publiczny głos rozsądku i tak dojrzałą postawę - zwłaszcza u młodej osoby.
    Będę mocno trzymać za Ciebie kciuki na maturze! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No proszę, jakie wspaniałe, odpowiedzialne podejście! Gratuluję z całego serca, zwłaszcza, że nie posłuchałaś znajomych i nie postawiłaś na szali zaufania rodziców i relacji rodzinnych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały artykuł! Ja jestem teraz w trzeciej gimnazjum i mam 6,5 miesięczną malinkę :) Wiedziałam co to za rasa, jakie ma wymagania, rozmawiałam z hodowcami, trenerami i właścicielami... i wszyscy (jak dla mnie i mój komplety brak doświadczenia) odradzali mi tę rasę :) jednak ja, uparta jak zawsze... uzbierałam sobie na tego szczeniaka, ciężko było, bo nie dostaję pieniędzy, np. kieszonkowego :) kiedy wreszcie nadszedł ten dzień i pojechaliśmy po moją Furię, byłam przeszczęśliwa i po opowieściach hodowcy-pełna obaw. Teraz jestem z siebie dumna, z tego, co sama ją nauczyłam i jak ją wychowałam, jednak żałuję, że tak późno zaczęłam treningi, bo dopiero kilka tygodni temu, a nie z malutkim, dwu lb trzy miesięcznym papisiem... teraz będzie dużo do nadrobienia, ale wierzę w siebie!

    Bloga zaczęłam pisać dzisiaj, serdecznie zapraszam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniały artykuł! Ja jestem teraz w trzeciej gimnazjum i mam 6,5 miesięczną malinkę :) Wiedziałam co to za rasa, jakie ma wymagania, rozmawiałam z hodowcami, trenerami i właścicielami... i wszyscy (jak dla mnie i mój komplety brak doświadczenia) odradzali mi tę rasę :) jednak ja, uparta jak zawsze... uzbierałam sobie na tego szczeniaka, ciężko było, bo nie dostaję pieniędzy, np. kieszonkowego :) kiedy wreszcie nadszedł ten dzień i pojechaliśmy po moją Furię, byłam przeszczęśliwa i po opowieściach hodowcy-pełna obaw. Teraz jestem z siebie dumna, z tego, co sama ją nauczyłam i jak ją wychowałam, jednak żałuję, że tak późno zaczęłam treningi, bo dopiero kilka tygodni temu, a nie z malutkim, dwu lb trzy miesięcznym papisiem... teraz będzie dużo do nadrobienia, ale wierzę w siebie!

    Bloga zaczęłam pisać dzisiaj, serdecznie zapraszam! ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentarz to nie miejsce na SPAM!
NIE OBOWIĄZUJE zasada obserwowanie za obserwowanie