Social



sobota, 15 lipca 2017

(Nie)wymarzony pies





Nie będzie to standardowy post o tym, jak bardzo cudowny i idealny jest nowy szczeniak. Będzie wręcz tego zupełną odwrotnością. Jednak chcę go napisać, żeby pokazać, że czasem nie wszystko toczy się tak, jak to sobie planujemy...

Na początku 2016 roku w końcu znalazłam to, czego szukałam. Wspaniała, wręcz idealna hodowla owczarków belgijskich. Po pierwszej wymianie emaili z hodowczynią byłam już pewna, że to jest właśnie to. Phoebe, po której miał być miot była piękną, małą, zrównoważoną suczką trenującą amatorsko IPO oraz ratownictwo. Nico, czyli ojciec, również był przedstawiony jako naprawdę świetny pies. Nadszedł piękny dzień - 10 tka szczeniaków ujrzała po raz pierwszy świat...
Ale niestety, ostatecznie musiałam zrezygnować, co z resztą część z Was wie. Nie jest to jednak koniec historii.

- Wiesz, że jesteś dzieckiem szczęścia? - spytała mnie ostatniego dnia roku przyjaciółka
Nagle ta sama hodowczyni napisała do mnie, że powtarzają miot. Szansa jak jeden na tysiąc. 
Tym razem obiecałam sobie, że jej nie zmarnuję. Pracowałam nad sobą, nad rodzicami. I udało się.
27 lutego był jak deja vu. Tym razem w miocie było 9 małych malinek, w tym 3 suczki.
Która będzie moja?

Właściwie od razu spodobała mi się ''fioletowa'' dziewczynka. Najmniejsza, prawie czarna, na filmikach trzymająca się nieco z boku, ale jednocześnie bardzo przyjazna. Po kilku tygodniach oczekiwań w końcu dostałam zielone światło od hodowczyni, która ostatecznie zdecydowała się wybrać dla siebie inną suczkę. Czysta euforia!
Następne tygodnie upływały mi pod znakiem coraz większego szczęścia - mój belgut pięknie rósł, był przekochany, a ludzie przyjeżdżający obejrzeć szczeniaki zawsze byli rozczarowani kiedy słyszeli, że ta suczka już jest zajęta. Kto pierwszy ten lepszy, jak to mówią.
Wszystko się wspaniale układało...
Cały stres w związku z wyborem hodowli zupełnie mi minął, kiedy poznałam osobiście suczkę Phoebe. Była właśnie taka, jaką ja chciałam mieć. Skoro matka jest tak genialna, to w końcu dzieciak też musi, prawda? 



Nie wiem w którym momencie coś zaczęło szwankować. Nie było żadnej sytuacji, która mogłaby być początkiem następnych zdarzeń. Po prostu nagle Nox zaczęła mieć problemy z obcymi psami oraz ludźmi. Światło alarmowe pojawiło się na treningu obi, gdzie Nox rzuciła się na naszą trenerkę.
Skończyło się na ostrzeżeniu bez użycia zębów z jej strony, ale już poczułam niepokój.
Podczas wyjazdu na spływ kajakowy z dnia na dzień robiło się coraz gorzej i już wiedziałam, że sama tego nie ogarnę. Niestety, spotkanie z doświadczonym specjalistą było brutalnym końcem marzeń o słitaśnym, cudownym papisiu. Nox z miejsca powiedziała ''dzień dobry'' przy użyciu zębów. Pod koniec spotkania usłyszałam: nie mam prawa cię namawiać, ale powinnaś ją sprzedać komuś doświadczonemu, kto będzie chciał trenować IPO. Tak agresywny pies w tak młodym wieku (4 miesiące) zdarza się naprawdę rzadko. Nox będzie wspaniałym psem dla rodziny, 
w 100 % oddanym, ale spacery będą ciągłą kontrolą otoczenia. Z twoim doświadczeniem, możesz nie dać rady 

Lata marzeń, planów, oczekiwań. Tysiące godzin poświęconych na szukanie idealnej hodowli, gdzie ryzyko wzięcia psa agresywnego jest minimalne.  I to wszystko na nic, po zaledwie miesiącu posiadania szczeniaka? Chyba nikt się nie zdziwi, jeśli przyznam, że po powrocie od specjalisty przez kilka godzin po prostu siedziałam i płakałam.

Nie chciałam Nox sprzedać. Zdążyłam się do niej przywiązać i poza jej problemami z obcymi ma wszystkie cechy idealnego maliniaka - (bardzo) szybko się uczy, naturalnie umie się wyciszyć, a nagrodą jest dla niej wszystko - zabawka, jedzenie czy pochwała, nie ma to znaczenia.
Ale agresja to nie zabawa i nie chciałam wchodzić w to sama. Drugą opcją poleconą przez specjalistę było szkolenie stacjonarne, na które po ciężkim dniu rozmyślań w końcu się zdecydowałam. 
Szkolenie stacjonarne dla niewtajemniczonych to w skrócie oddanie psa na kilka tygodni do specjalisty. Tak, kilka tygodni poza domem, w nowym miejscu, z nowymi ludźmi, bez kontaktu z właścicielem, Trudne? Bardzo trudne. I dla psa i dla właściciela.

Nox mieszka na Śląsku od trzech tygodni. Pewnie, że tęsknię za małą, a przede wszystkim przykro mi, że omija mnie czas, w którym tak intensywnie rośnie, bo ta chwila już się nigdy nie powtórzy. Ale kiedy rozmawiam z panią, u której obecnie przebywa, wiem że to była dobra decyzja. Bolesna, lecz dobra.

Nox wraca do mnie za kilka tygodni. Na chwilę przed jej odbiorem zamieszkam obok, by móc się nauczyć jak radzić sobie z jej emocjami. Z moimi z resztą też.

Czasem sobie myślę co by było jakbym wybrała innego szczeniaka z tego miotu. Po rozmowie z hodowczynią wiem, że tylko Nox ma takie problemy a pozostała 18 stka jest zupełnie bezproblemowa i przyjacielska. Jednak najczęściej szybko się otrząsam z takich rozmyślań, bo nic one nie wniosą ani nie zmienią.

Nie wiem jak się potoczy nasza historia po tak trudnych początkach. Czy będę błogosławić chwilę, w którym mój wzrok przyciągnęła ta mała, ciemna kulka czy wręcz przeciwnie?
Niektórzy mówią, że dostajemy takiego psa jakiego potrzebujemy, a nie takiego jakiego chcemy. Może to jest właśnie odpowiedź?


  1. Poli z ozzikami15 lipca 2017 09:43

    Zosia bardzo mi przykro że ten Twój wymarzony pies trafił się z takim problemem, ale jednocześnie jestem przekonana że skoro już teraz jesteś w stanie podjąć takie dojrzałe decyzje, to na pewno to udźwigniesz i będziecie jeszcze razem zwiedzać świat !! Mocna trzymam za to kciuki !!

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurde... ale ci współczuję. Od początku bardzo ciężko miałaś z samym wzięciem tego wymarzonego psa i jeszcze teraz takie przygody. Równocześnie popieram twoje decyzje, zrobiłabym pewnie to samo. Trzymam ogromnie kciuki za to żeby było tylko lepiej. Będę obserwować jak wam się dalej układa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ada :) Grunt, że gorzej już chyba nie będzie

      Usuń
  3. Hymm... nie za fajna sytuacja, bo mam/miałam to samo z Donnerem. Najpierw mężczyźni, potem w wyniku kilku pogryzień również psy stały się obiektami, które trzeba zabić potem cały świat. Ale na spokojnie powolutku to wyprowadziliśmy na prostą. Owszem cały czas musimy kontrolować Donnera i otoczenie, a może nawet bardziej otoczenie niż samego psa, ale jest to do ogarnięcia.
    Nie myślałaś o tym by skonsultować to z innym behawiorystą? Nie chcę negować Twojej decyzji, ale oddalaś ją w czasie kiedy między Wami budowała się więź, relacja. Czy będziesz w stanie jej zaufać za te kilka tygodni, kiedy dorośnie? Kiedy zbuduje jakąś więź z obcą osobą? Czy wiesz jak ją będą traktokwali i w jaki sposób uczyli na tym szkoleniu stacjonarnym? Jakimi metodami? Czemu dopiero za jakiś czas bedziesz mogła się z nią spotkać? Ja jestem bardzo sceptyczna do takiego szkolenia, dodatkowo po Twoim wpisie m.in. o tym że "taki agresywny pies nada sie do IPO" bardzo intensywnie zaczęłaby mi minąć czerwona lampka... no ale o IPO rozwodziła się nie będę. Szkoda, że tak szybko zgodziłaś się na to szkolenie nie konsultując z innymi behawiorystami by określili chociaż podłoże problemu (bo o tym nie wspomnialaś), a warto żebyś Ty z nią to przepracowała byście sobie ufały i znały swoje emocje... Ale życzę by było jak najlepiej, może to dobra decyzja. Ja bym sie na nią nie odważyła, bo jak piszesz "każdy ma psa na jakiego zasługuje" wiec skoro trafił mi się Donner musiałam podołać jego problemom, ale jestem świadoma tego, że gdyby trafił w inne ręce albo skonczyłby na łańcuchu, albo w schornisku, albo w lesie przy drzewie... tak czy siak -powodzenia! Nie wolno się poddawać! ;) Będę z niecierpliwością czekała na powrót Nox i efekty szkolenia stacjonarnego w tak trudnym przypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozbudowywałam tematu ''specjalistów'' bo po prostu nie czuję potrzeby ujawniać ich nazwisk, żeby nie pojawiła się dodatkowa dyskusja w stylu ''ja znam lepszych'' etc.

      A więc - spotkałam się z jedną najbardziej ogarniętych maliniakowo osób w Polsce. Wszyscy których pytałam mi ją polecili, z resztą sama znałam ją wcześniej. IPO zostało tutaj użyte jako sport do którego się nada bo ma fajny chwyt, naturalne popędy w tym kierunku, a przy tym bez problemu się wycisza w czasie przerwy.
      Ta sama osoba poleciła mi drugą osobę która może mi pomóc w szkoleniu stacjonarnym. I ja tę drugą osobę przyznaję kupiłam od chwili kiedy ją zobaczyłam. Doświadczenie i wielkie serce w tym co robi :) Nox też ją zaakceptowała po kilku godzinach

      Czy będziemy w stanie zbudować relację? Cóż, wiele osób bierze starsze psy i tę relację buduje. U nas będzie prościej, bo w końcu miesiac już ze sobą spędziłyśmy.
      Mogłam oczywiście nieco poczekać, sama coś w tym porobić na miejscu, ale uznałam że im szybciej tym lepiej. Mieszkam w Warszawie i nie mam warunków by na spokojnie małymi kroczkami coś wprowadzać. Za furtką już jest wielki świat pełen ludzi, psów, ulic, samochodów, autobusów... Dla normalnego szczeniaka jest to często problem, co dopiero dla takiego jak narwańca jak Nox

      Ufff chyba odpowiedziałam na wszystkie pytania :D Bardzo dziękuję za ciepłe słowa, naprawdę mi pomagają :)


      Usuń
    2. Amelia, bardzo lubisz sie wypowiadac na temat behawioru, szkolen, szkoleniowcow... Tylko jeszcze brakuje Ci troche wiedzy i doswiadczenia, zeby robic to z sensem i strzelasz takie gafy jak ta. Wiedzac o jakich specjalistach mowa i jakie maja doswiadczenie musze przyznac, ze suczka nie mogla traffic w lepsze rece. Zarowno jesli chodzi o osobe, z ktora byla konsultowana jak i tymbardziej ta, u ktorej przebywa. Krytykujesz innych szkoleniowcow nie majac pojecia co i o kim mowisz... I zadna pani pozytywna behawiorystka z dyplomikiem po dwoch kursach by tu nie zalatwila sprawy. Co do IPO, faktycznie lepiej, zebys sie nie rozwodzila nad tym tak patrzac na Twoj komentarz :)

      Usuń
    3. Ale ja nie neguje ani jej dezycji ani osób które jej to poradziły, ani psa którego wzięła. We wpisie nie ma szczegółów ani o specjalistach ani nic stąd zapytałam czy bylo to konsultowane z kimś innym, bo ludzie często nie konsultują problemów ani z rożnymi wet. ani szkoleniowcami. ;) Może i jak piszesz popełniam gafy, ale przynajmniej mam odwagę się podpisać i nie robię tego by kogoś obrazić, czy wytknąć mu niewiedzę tylko z czystej ciekawości jak to wygladało i chęci podzielenia się swoją opinią. Bo ja bym się nie zdecydowała na taki krok, ale to ja, jak ktoś tak zrobił ok - ważne by pomogło. To tyle. A co do IPO - to jak zapewne wiesz sama "agresja" nie wystarczy, stąd moja czerwona lampka. ;) Tak czy siak powodzenia Zocha, mam nadzieję że Ty nie odebralaś tego komentarza w ten sposób jak Anonimowy, który ewidentnie ma jakiś problem do mojej osoby. ;)

      Usuń
    4. Zocha, dzięki za wyjaśnienia. Bardzo bym chciała przeczytać kiedyś o całym procesie zanim podjęłaś tą decyzję. Jak radzili Ci pracować, czy wszyscy byli zgodni, co leży u podłoża tego zachowania, itp. Może kiedyś napiszesz (nie chodzi o nazwiska) tylko o to wszystko co Cie skłoniło do tej dycyzji, o opiniach behawiorystów szkoleniowców itp. Co do więzi to miałam na myśli to, że biorąc psa ze schroniska jesteśmy świadomi, że nic o nim nie wiemy. Kupując szczenię mamy nadzieję ukształtować je po swojemu i tu nagle taka sytuacja. Bardzo trudna i ciężka będąca zaprzeczeniem tego dlaczego bierze się szczeniaka... Nie neguje, chodzi o to że dla mnie byłoby to tragedią, i trzeba dużej odwagi i świadomości by na to sie zdecydować. Ja prawdopodobnie bym tego nie zrobiła bo byłabym się że to juz nie bedzie mój pies, zresztą pisałam o moich obawach wzgledem szkolenia stacjonarnego. Tym bardziej wielki szacun za odwagę. No i tak jak pisałam wcześniej, ważne żeby pomogło. ;) jeszcze raz powodzenia!

      Usuń
    5. Nie wiem czy słowo ''odwaga'' jest tutaj adekwatne. Wzięłam odpowiedzialność za Nox z chwilą kiedy ją przywiozłam do domu, a to dla mnie bardzo poważna sprawa :)
      Opinie o szkoleniu stacjornanym były i są bardzo różne. Trochę sobie gdybam, ale gdyby mój pies miał problem z lękliwością, akceptacją hałasów etc to raczej bym się na to nie zdecydowała. Ale agresja jest po prostu niebezpieczna dla innych. Przy tym nie miałam z nią wcześniej do czynienia, co tym bardziej mnie zniechęcało do ''bawienia się w specjalistę''. Pewnie, to brzmi super - patrzcie, to ja sama ogarnęłam swoją grożną malinę.

      Jednak można na takiej zosi samosi po prostu mocno się przejechać. Zrobiłam rachunek sumienia, schowałam dumę w kieszeń i po prostu wybrałam to, co pozwoli mi zatrzymać Nox u siebie na resztę życia. Szkolenie trwa kilka tygodni, a młoda będzie ze mną żyć przez następne naście lat. Jeśli oddanie jej na kilka tygodni choć trochę mi ułatwi kontrolę jej emocji, to myślę, że to była dobra decyzja :)

      Usuń
    6. O nie! Nie miałam na myśli sama, w żadnym wypadku. Po prostu ja bym raczej to robiła ze specjalistą/ specjalistami nie sama, ale chciałabym mimo wszystko być z psem, ale to ja. W żadnym wypadku nie odważyłabym sama zmierzyć sie z takim przypadkiem i nawet fachowcy często korzystają z rad kolegów, bo obcy widzą to czego się samemu nie widzi. Natomiast jak piszę, podjęłaś taką decyzje i mnie nic do tego, chciałabym kiedyś poznać wiecej szczegółów, ale to Twoja prywatna sprawa, ale stąd moje pytania bo wpis był bardzo skrótowy. ;) Mówię o odwadze, bo oddać psa w cudze ręce to jest odwaga i ogromne zaufanie do takiej osoby. I nie każdego swiadomego psiarza byłoby na to stać emocjonalnie. ;)

      Usuń
  4. Trzymam za Was bardzo mocno kciuki!
    Ileż ja sie opłakałam przez Nanda, gdy był szczeniakiem.. Ciagle dawał mi w dupe, niewyraźne intencje wobec ludzi ( szczekał i rzucał się w stronę dzieci/ młodzieży ), ucieczki i ciagłe próby wyjścia mi na głowe. Wszystko to zmusiło mnie do pójścia na szkolenie, rownież rozważałam szkolenie stacjonarne ze względu na brak możliwości dojazdu do tresera, musiałam liczyć na rodziców. Ostatecznie treser dojeżdzał do mnie i ja do niego na zmianę. Bardzo nam to szkolenie pomogło, nie martw sie! Nić porozumienia nabierzecie pod okiem specjalisty i nauczysz sie jak masz postępować z Nox. Nie sugeruje Ci, abyś oddała sunie, ale czy hodowca w takiej sytuacji nie powinien psa do siebie przyjąć? Zwrócić pieniądze? Przeciez musisz mnie zapewnionego psa ukierunkowanego dobrze pod kazdym względem, hodowca nie chciał przyjąć psa i pomoc Ci, jest doświadczony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podzielenie się też twoją historią, takie rzeczy dają mi nadzieję :)
      Co do hodowcy - hodo była pewna że oddaje mi super psa, zwłaszcza, że Nox była u niej o miesiac dłużej niż pozostałe psy ze względu na moje matury. Problem z agresją pojawił się nagle i kiedy o tym napisałam do hodo, już byłam zdecydowana na szkolenie stacjonarne. Przedstawiłam całą sytuację, nie ukrywając że padła rada by ją sprzedać. Ale zaznaczyłam, że mimo wszystko Nox zostaje ze mną. Co do pomocy - wzięłam ją z Niemiec, więc żadne dojazdy nie wchodziły w grę.
      Hodo hoduje maliny oraz ONki użytki od wielu lat i jak najbardziej ufam w jej doswiadczenie :) Sama była bardzo zmartwiona zachowaniem Nox, tym bardziej ze jak wspomniałam żaden ze szczeniaków tak sie nie zachowuje

      Usuń
    2. wszystko jasne :)
      Bądź dobrej myśli, Nox to psie dziecko, a jak wiadomo, ukierunkowanie młodego psa na określone zachowania jest o wiele łatwiejsze niż psa dorosłego, z przyzwyczajeniami. :)
      Mam nadzieję, że agresję uda się u młodej wyeliminować, że jeszcze będziesz mówiła o niej, jako o WYMARZONYM, idealnym psie mimo przeszłych problemów.
      Trzymam za Was baardzo mocno kciuki!!

      nandoon.blogspot.com

      Usuń
  5. Bardzo ci współczuję. Trzymam kciuki by wszystko się ułożyło!

    OdpowiedzUsuń
  6. Łezka mi poszła :( Udostepnione na moim profilu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakbym czytała o sobie i swoim psie... Tyle, że u mnie suka "popsuła się" - jak chodzi o agresję - później, bo przed ukończeniem roku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie ze piszesz o tym otwarcie, ten post powinno zobaczyc jak najwiecej osob planujacych zakup szczeniaka, a szczegolnie maliny. Od miesiaca mieszka ze mna malina, to sa psy z ogromnymi popedami i nie mozna lekcewazyc zadnych niepokojacych nas sygnalow. Dobrze ze zdecydowalas sie na pomoc doswiadczonej osoby.
    Trzymam za was kciuki i jestem ciekawa jak dalej potoczy sie wasze zycie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja traktuję ten post bardziej uniwersalnie - nie koncentruję się na tym, że biorąc malinę trzeba myśleć o agresji tylko na tym, że biorąc jakiegokolwiek psa trzeba mieć z tyłu głowy świadomość, że coś może nie wyjść. Trochę w tym psim świecie siedzę i widzę jak ludzie biorą nowe psy, zaczynają od masy fot, filmików etc, a potem wraz z czasem wszystko zanika... i tylko słychać głosy od znajomych, że pies jest agresywny, lękliwy, chory itp. Oczywiście, nie każdy musi się dzielić publicznie swoją historią tak jak ja to zrobiłam, ale wolę przyznać się do problemu otwarcie niż potem słyszeć informacje o mnie i o moim psie, które są zupełnie nieprawdziwe.

      Usuń
  9. Bardzo przykra sytuacja, wiem coś o tym. Kupujesz wymarzonego, wyczekanego psa, a on przejawia problemy z agresją, lękiem, itd. To ciężka praca, ale jeśli zdecydowałaś się, że psiaka nie sprzedasz, zepnij się i pracuj, nic innego nie zostaje. Życzę Ci dużo sukcesów, czasami coś nie pójdzie, ale dasz radę. Zastanów się nad IPO, warto tego psa ukierunkować i bedziesz ćwiczyć pod okiem fachowców.

    OdpowiedzUsuń
  10. Współczuję, ale spójrz na to z drugiej strony - sunia jest zdrowa... Mój pierwszy wymarzony rasowiec okazał się koszmarnym alergikiem. Objawy od 4 miesiąca życia, świąd budzący ze snu, niemożność pójścia latem do parku czy na łąkę, bo pies łzawił i tarł oczy... Miesiące pielgrzymek po lekarzach, odczulanie, w końcu po roku poprawa i jako takie opanowanie sytuacji (choć przejściowy świąd i problemy grzybicze zdarzają się do dziś). Pies nie był kupiony docelowo na wystawy, ale z nich też nici, bo po kilku tygodniach ujawniła się wada zgryzu. Teraz w wieku 8 lat ma już poważne problemy z kręgosłupem. Diabelski charakterek jest męczący dla Ciebie - pies niekoniecznie na nim cierpi ;) Charakter przepracujesz, poradzisz sobie z nim pod okiem szkoleniowca; może będzie wymagał większego wysiłku niż przy mniej ostrym zwierzaku - ale i to przy tej rasie trzeba zawsze brać pod uwagę. Ja m. in. dlatego zrezygnowałam z malinois, choć długo myślałam o tej rasie. Jeśli to Twoja wymarzona to trzymam kciuki, pomyśl, jak poradzisz sobie z tak trudnym psem, to kolejne łatwiejsze będą już dziecinną igraszką ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem czy dobrze wyszperalam pochodzenie Twojej suczki, ale branie szczeniaka dla osoby kompletnie niedoswiadczonej po psach ktore w rodowodzie maja mondzio nie jest rozsadne... Poza tym to ze jest teraz mam nadzieje u dobrego specjalisty i to ze zachowania nieporzadane beda przez niego czesciowo wyelimonowane nie oznacza do konca, ze jak wroci do Ciebie to to zachowania po jakims czasie nie powroca. Jesli mialas problem poradzic sobie z 3-4 miesiecznym szczeniakiem to z psem doroslym mozesz miec problem jeszcze wiekszy, maliniaki to inteligentne bestie i potrafia wykorzystac i steroryzowac swoich wlascicieli. Przez swoja nagla popularnosc, trafiaja do osob ktore zapomnialy ze to potrafia byc na prawde twarde i agresywne psy to nie bordery do obi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Calkowicie zgadzam sie z tym komentarzem. Mysle po prostu ze taki maliniak to dla ciebie za duzo... niestety ale biorac psa z takich linii trzeba byc gotowym na kazda ewentualnosc, na pewno to nie sa psy do lekkich sportow lub jako zwykle aktywne burki. Praca czeka cie do konca zycia tej suczki, nigdy nie bedzie latwiej jezeli odpowiednio jej nie ukierunkujesz, a na pewno nie zrobisz tego na np. obi czy nauce sztuczek. Mam teraz 3msc maliniaka, rowniez z pracujacych linii, typowy maliniak pod mondio, psy w rodowodzie to same ringowce. Taki pies to wyzwanie, on zmeczony sie robi dopiero po 2h porzadnego gryzienia. Z tym psem praca jest 24h tak na prawde... mimo wszystko trzymam kciuki zeby ci sie udalo i zycze duzo powodzenia.
      Jezeli chcialabys powymieniac sie doswiadczeniami z posiadania maliniaka daj znac a sie do Ciebie odezwe.

      Usuń
    2. Biorąc maline wiedziałam jakiego psa biorę dlatego też bardzo uważnie patrzyłam na rodziców szczyla i rodzeństwo. Rodzice - IPO 1 i ratownictwo, żadnych bardzo zaawansowanych rzeczy. Rodzeństwo trafiło do zwykłych aktywnych domów, a jeden pies na psa terapeute. Tak jak napisałam, gdybym wybrala innego szczyla, problem by najpewniej się nie pojawił, a przynajmniej nie tak duży. Stało się, pech czy nie pech, to się okaże :)

      Usuń
    3. No to chyba malo wiedzialas skoro zdecydowalas sie na psa z linii knpv ;) bylam w kontacie z hodowca twojej suczki i tez wiem jakie to sa psy. Wiec to albo slabe porozumienie z hodowca, ktora dala takiego psa niedoswiadczonej osobie albo wzielas na siebie zbyt duzy obowiazek.

      Usuń
    4. Stało się jak się stało, Zosia ma psa jakiego ma. Nie wybierała najmniej socjalnego szczeniaka, nie szukała psa agresywnego. W zaistniałej sytuacji zachowała się bardzo odpowiedzialnie, szukając natychmiast pomocy. Co zmienią komentarze o nierozsądnej decyzji wzięcia takiego psa itp. Czy to cofnie czas i problem zniknie, czy jedynie chodzi o to, żeby dokopać dziewczynie. Serio wydaje się Wam, że wszystkie szczeniaki z linii knpv trafiają do służb, lub do mondio, że wszystkie mioty są wyrównanie zajadłe, a szczenięta trudne w prowadzeniu? Genetyka nie jest taka prosta. :)

      Usuń
    5. Genetyka nie jest prosta ale tak jak pisalam wczesniej rodowod mondzio to nie tylko rodzice ale tez dalsze pokolenia, jezeli szukamy szczeniecia o jak najmniejszej ilosci agresji to nie szukamy go w liniach mondzio knpv bo szanse sa 50/50 na jakiego psa trafimy, jezeli chcemy zredukowac poziom agresji do minimum to szukamy innych lini, do IPO pies nie musi byc agresywny tylko sportowy z popedem lupu. Kazdy ma prawo do marzen, ale nie kazdy jest w stanie temu podolac, takze zastanow sie raz jeszcze nad oddaniem psa zanim stanie sie krzywda Tobie albo psu, mowie tutaj o procesie dlugofalowym, za duzo widzialam w swoim zyciu takich przypadkow. Fajnie ze napisalas ten post, ale puki pies jest na szkoleniu zastanow sie czy na pewno dasz rade dla dobra siebie i psa.
      Kasia

      Usuń
    6. Dlatego ze genetyka nie jest taka prosta nie powinna brac psa z linii knpv, nie bedac gotowa na taka sytuacje. Sama znam osobe ktora wziela psa ze stricte pracujacych linii i skonczylo sie to tak ze pies zaatakowal wlasciciela. Tylko i wylacznie ciezka praca i odpowiednie ukierunkowanie ogarnelo psa do tego stopnia ze mozna z nim zyc, ale kazdy spacer to wyzwanie. Jezeli nie masz na miejscu osoby ktora w kazdej chwili moze ci pomoc dobrze zastanow sie czy podolasz sama takiemu psu. Pamietaj ze malinoisy to bardzo specyficzne psy i nie sa stworzone dla kazdego. Nie wiem do czego potrzebna byla ci malina, ale wg mnie postapilas niestety bardzo nieodpowiedzialnie uparcie dazac do tego aby miec psa z takich linii, a nie majac na miejscu pomocy, osoby ktora ma doswiadczenie.
      Nawalila tutaj nie tylko Zosia, ale takze hodowca, ktora jak zakladam, znala twoja sytuacje i cel w jakim bralas szczeniaka.
      W kazdym razie zycze duzo powodzenia i mysle ze jeszcze raz powaznie powinnas zastanowic sie czy na pewno dasz rade z takim psem. Dopoki jest mloda, doswiadczona osoba moze zrobic z niej fajnego psa do sportu, a lepiej tak niz potem ja naprawiac.
      Dominika

      Usuń
  12. Bardzo trzymam za Was kciuki. Obyś nigdy więcej nie musiała żałować decyzji, bardzo szanuję Ciebie, że się nie poddałaś. Mam nadzieję, że dacie razem wspólnie bezpiecznie żyć.

    Ze swojej strony słyszałam dużo dobrego na temat szkoleń z Jiří Ščučka - zawsze można w tak zwanym międzyczasie umówić się do niego, bo jak wiadomo, teraz będziesz miała ciężki orzech do zgryzienia, aby wypracować z mała bezpieczną relację.

    Super że piszesz o takich rzeczach, trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam dużo o Jiri, ale póki co czekam aż młoda wróci ze szkolenia i zaczniemy wzmacniać to czego już się nauczyła, a także dodawać kolejne elementy :)
      Jak już na nowo się ''poznamy'' to na pewno będę się rozglądać za kolejnymi seminariami na których będę mogła się uczyć nowych rzeczy

      Usuń

Komentarz to nie miejsce na SPAM!
NIE OBOWIĄZUJE zasada obserwowanie za obserwowanie