Social



poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Nie taki diabeł straszny...


...czyli o szkoleniu stacjonarnym słów kilka. Czysto refleksyjnie i subiektywnie, na podstawie moich doświadczeń.






19:15, 15 sierpnia 2017, małe miasteczko na Śląsku
Siedzę na ławce i gapię się bezmyślnie na fontanny. Czuję w środku burzę. Dla uspokojenia się zaczynam liczyć sekundy, na ile woda wyskakuje z rury i na ile znika. Raz, dwa, trzy...
Pozna mnie? Nie pozna? ...cztery, pięć, sześć. Minęły niemal dwa miesiące odkąd zostawiłam
4 miesięczną wówczas Nox na szkoleniu u p.Anety. Zdrowy rozsądek na zmianę wygrywał i przegrywał z emocjami. Raz, dwa... BUM!
Zaledwie zdążyłam zobaczyć zarys ciemnej sylwetki kiedy Nox rzuciła się na mnie machając ogonem i skacząc mi do twarzy. Moje serce wykonało coś na kształt tańca zwycięstwa. Dookoła nas pojawiła się tęcza, po której zaczęły biegać jednorożce, a z nieba spadały płatki róż.

No więc tak nie było. Zamiast tego p.Aneta usiadła obok mnie trzymając Nox na smyczy. Cicho zawołałam Nox po imieniu. Spojrzała na mnie, potem na p. Anetę jakby pytająco. Wzięłam do ręki kilka smakołyków i spróbowałam jeszcze raz. Nox niepewnie podeszła, wzięła jedzenie i natychmiast się wycofała. Nie poznała.



Pierwszy zawód, który w końcu przewidywałam, zobaczyłam w nowym świetle. Przecież dzięki temu mogłam sprawdzić na sobie jak bardzo Nox się zmieniła i ile potrzebuje czas by zaufać obcej osobie. Cenna sprawa. Ponadto...czy nie myślicie czasami jakby było cudownie zacząć wszystko od nowa? Z większym doświadczeniem, ale i z czystą kartą w głowie psa, który nie pamięta wszystkich głupot jakie zdążyliście zrobić?
To się właściwie nie zdarza. Ale mnie się udało chociaż tyle wygrać od losu w tej sytuacji

Przez kolejne pięć dni powoli uczyłam się jak żyć z tą nową Nox. To nie był już mały chojrak, tylko pies potrzebujący wsparcia w każdej trudniejszej sytuacji. Spacery były ciągłą obserwacją otoczenia, a moje reakcje musiały być w odpowiednim czasie i o odpowiednim ''natężeniu''.
Koniec z sielską przechadzką, podczas której człowiek pogrąża się w myślach a pies biega beztrosko po łące z motylami. STAŁA CZUJNOŚĆ - jak mawiał A.Moody w książkach J.K. Rowling

Zza zakrętu wyłania się rodzina z dziećmi. Przywołuję Nox, wyciągam zabawkę. Chwilę się szarpiemy, potem mówię Nox kilka komend. W kulminacyjnym momencie, czyli kiedy dzieci zaczynają nas obserwować i nieco spowalniają, robię krok do tyłu i z wielką radością krzyczę ''łap'' a pies z ochotą zajmuje się szarpakiem a nie małymi widzami. Trzymając w dłoni zarówno szarpak z uwieszoną przy nim Nox jak i smycz, mówię ''idziemy''. Jeden mały sukces za nami.

Relację z psem wyobrażam sobie jak budowanie domu. Nasze sukcesy, porażki oraz po prostu zwykłe szczęśliwe chwile wizualizuję jako cegiełki. A że każda cegła wnosi coś nowego staram się nie przejmować zbyt długo, kiedy nie sprostam jakiemuś wyzwaniu (czasami oczywiście muszę się wyżalić, bo nie mam serca ze stali). Tu za wolno zareagowałam, tam znowu nie umiałam wychwycić wysyłanych sygnałów. To się po prostu zdarza, a ja mam tylko pięć dni by nauczyć się wszystkiego od nowa pod czujnym okiem p.Anety.
Pięć dni, by Nox mi zaufała i znalazła we mnie oparcie. Czasem myślę, że to dużo. A czasem, że to właściwie nic.

Z początku Nox wyraźnie nie rozumiała czemu w jej życiu nagle pojawił się ktoś nowy, kto chodzi z nią i jej ukochaną panią na spacery, kto w pewnym momencie zaczął od niej czegoś wymagać.
Trudno jej było spokojnie się przy mnie położyć na ławce i wytrzymać dłużej niż minutę.
Ale powoli jakoś to szło ku lepszemu. Ważnym momentem był nasz pierwszy zupełnie samodzielny spacer. Nie wiem kto był bardziej zdenerwowany. Czy Nox dla której ta sytuacja była z pewnością stresująca czy ja, bo wiedziałam jak mało potrzeba by zepsuć wszystko co tutaj budujemy.
Ale przeżyłyśmy. Kolejny sukces.

Najmilej wspominam naszą ostatnią wyprawę, na rynek. Mogłam już zarówno obserwować otoczenie jak i rozmawiać. Nox wąchała spokojnie siedzących obok nas ludzi, a nawet kładła głowę na ziemi
(co nie zdarzało się do tej pory często). Wiedziałam co mam robić w trudnych sytuacjach, zyskałam pewność siebie. A młoda to od razu wyczuła i (na pewno z radością) przekazała mi funkcję jej bodyguarda



Jak jest teraz? Minął ponad tydzień odkąd Nox wróciła do domu. Było sprawą oczywistą, że Nox zrobi krok do tyłu. Dlatego nie mam pewności budząc się rano czy ten dzień przyniesie mi rozczarowania czy radość. Raz jest lepiej, raz gorzej. Jeden dzień szczególnie dał nam obu w kość. Wówczas późnym wieczorem mało brakowało a otworzyłabym wino i z radością wypiła chociaż kieliszek. Na szczęście w przypływie rozsądku poprzestałam na ptasim mleczku...

Jeśli widzicie dziewczynę z malinois siedzącą w miejscu typu przystanek, wejście do delikatesów, schody metra etc to może widzicie właśnie nas. Jeśli ta dziewczyna ma uśmiech sprzedawcy cukierków i magicznym ruchem co jakiś wyciąga smakołyki lub (jeszcze lepiej) piłkę to już to na pewno my. Wszystko opiera się u nas na zaufaniu, czyli czymś co najtrudniej zbudować. 
Jest to zaufanie jednostronne - Nox musi ufać, że ze mną nic jej się nie stanie. A ja nie mogę ufać Nox, że w jakiejś sytuacji jednak nie postanowi użyć zębów. Z tego powodu co jakiś czas nagradzam nawet zwykłe minięcie obcego człowieka, mimo że nie mamy z tym problemów.

Pewnie, że wolałabym mieć normalnego psa. Czasem słyszę, że wtedy bym się nudziła. Nie, nie nudziłabym się :) Przed nami ogrom pracy. Ale decyzja, że Nox ze mną zostanie już zapadła.

Wchodząc na facebooka pełnego uśmiechniętych psich pysków i podpisów jaki to pies był dzielny na zawodach, czego on nie zrobił itd odnosi się fałszywe wrażenie, że jesteśmy sami z naszymi problemami. A to nieprawda, tych trudniejszych psów jest naprawdę dużo. Kiedy opublikowałam swój ostatni post ''(Nie)wymarzony pies'' dużo ludzi do mnie pisało z ciepłym słowem a także swoją historią. Zwłaszcza słowa jednej osoby bardzo mi weszły w pamięć:
Ludzie mówią, że mój pies jednym z najspokojniejszych psów tej rasy jakiego widzieli. Ale nikt nie wie, że jest taki bo byłam z nim mimo wszystko. Za kilka lat, jak weźmiesz innego szczeniaka będziesz wiedziała co robić i ludzie będą się zachwycać jaki cudny pies.

I wtedy zaczęłam się zastanawiać nad tym jak często zachwycamy się nad jakimś psem, zazdroszcząc właścicielowi że trafił na taki ideał chociaż prawda jest taka, że ten pies stał się wyjątkowy tylko dzięki doświadczeniu i ciężkiej pracy właściciela...




 Już kończąc...
''Pracuj ciężko w ciszy. Niech efekty robią hałas''
 Jak dla mnie czysty bullshit. To nie efekt zasługuje na oklaski, bo jedni potrzebują dnia, inni  tygodnia, a inni roku by osiągnąć ten sam cel. To właśnie nasz wysiłek sprawia, że to co  osiągnęliśmy będzie czymś wyjątkowym i podziwianym. Chwalcie się swoją pracą.
 Ja mam zamiar to robić.

Trzymajcie za nas kciuki. Naprawdę pomagają :)

  1. Świetnie, że się nie poddajesz i Nox jest już z tobą. Ogromnie trzymam za was kciuki, dacie radę, zobaczysz! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W internecie, czy na zawodach widać tylko efekt końcowy, a niewiele osób szczerze przyznaje się, jak wyglądała droga, którą trzeba było przebyć aby ten efekt uzyskać... To prawda. Mocno trzymam kciuki za Ciebie i Nox. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam szczerą nadzieję, że Wam się uda :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Baardzo mądre słowa. Naprawdę nie zazdroszczę Ci tej całej sytuacji i nawet nie chcę wyobrażać sobie jak czułaś się gdy Nox Cię nie poznała..Trzymam mocno kciuki i wierzę, że się uda!
    collie-jetta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napisałam byłam na to przygotowana chociaż oczywiście było to nieco bolesne bo jednak nie jestem w stanie wyłączyć całkiem emocji

      Usuń
  5. Bardzo trzymam za Was kciuki. JESTEŚ KOZAK! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam was samej cierpiąc nad tym, że to nie wyszło, tamto nie wyszło, tu sprzedałam miejsce na zawody, tu wyszłam z treningu wściekła, tu mam poczucie bezsensu robienia z psem,zmarnowanego semi i takie tam. Na pewno rozumiesz.
    Nie mam łatwych zwierzątek. Zwierzątka z odzysku, koczowały w schroniskach po parę lat.
    Zapytasz, po co mi takie psy? Cóż, jak podejmowałam tą decyzję o wzięciu ich byłam naiwna i nie wiedziałam, że będzie tak ciężko, a jeszcze wtedy nie interesowałam się specjalnie rasowymi psami. Nie chodziło o taniej, bo to zupełnie nie ma znaczenia.
    Na podstawie tego jak bardzo mi nie wychodzi a jak innym wychodzi można się załamać, trochę przez to porównywanie. Powoli popadłam nawet w alkoholizm z tego powodu. Że ktoś coś wygrał, ktoś opadł moją koparę na treningu a tu u mnie porażka na zawodach, a tu trening skopany koncertowo,a tu - dla mnie najgorsze- odmowa pracy.
    Czytając Twoje posty nie czuję się sama. Post o niewymarzonym psie czytałam jadąc pociagiem 300 km z psami do ostatniego szkoleniowca, ostatniego bastionu który mógł mi pomóc w dogadaniu się z burkami nim podjęłam decyzję o zaprzestaniu ćwiczeń, ba, w momentach totalnej załamki chciałam oddać je rodzinie.
    Cieszę się, że został mi podesłany Twój blog. Nie nie jest to na zasadzie "inni mają gorzej" tylko inni też tak mają.
    Jesteś bardzo silna, niejeden człowiek nie dałby rady w takiej sytuacji, domyślam się, co musi znaczyć pod górkę od samego początku.
    Między innymi przez Twoje posty postanowiłam się nie poddać. I próbować dalej mając na uwadze ograniczenia moich psów.
    A Tobie kibicuję i życzę sukcesów. Bo na nie bardzo zasługujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, kiedy mój post trafia do ludzi z fajnymi psami. Zawsze mam nadzieję, że dzięki temu docenią swoje szczęście lub pomyślą zanim złośliwie skomentują czyjeś kiepskie wystąpienie na zawodach.
      Ale to nie o nich myślałam dzieląc się swoją historią, tylko właśnie o osobach takich jak ty. Które czują się samotne, zostawione ze swoimi problemami na pastwę losu i złośliwe języki innych.
      Mnie Nox już nauczyła cieszyć się z małych rzeczy. Choćby moment w którym biegała sobie luzem z piłką i nagle pojawiła się dwójka mężczyzn na ścieżce przed nami. Nox bez przywołania do mnie wróciła i usiadła, bez żadnej próby szczekania czy ucieczki.
      Dla niektórych to żaden sukces. Dla mnie powód do zrobienia sobie gorącej czekolady w ramach wypicia za tak duży krok do przodu :)

      Trzymam za Was, a w szczególności za Ciebie duże kciuki. Nie będę mówić ''nie poddawaj się'' - jest takie ładne powiedzenie, że i zwycięzca i przegrany się poddają, przegrywają. Tyle że zwycięzca wkrótce się podniesie i spróbuje jeszcze raz.

      Jeśli nie znasz to chcę ci polecić dwie strony - http://www.piescookie.pl/ blog zupełnie zielonej w psim światku dziewczyny, która trafiła na nieżle porąbanego psa :)
      Dopóki nie miałam Nox nie umiałam należycie docenić OGROMU jej pracy.

      https://thecognitivecanine.com/2017/06/14/getting-real/ - wiele postów z tej strony jest wartych uwagi, ale ten szczególnie pokazuje że czasem choć jakiś pies na zawodach wydaje się nam być ideałem, w życiu może być tykającą bombą.



      Usuń

Komentarz to nie miejsce na SPAM!
NIE OBOWIĄZUJE zasada obserwowanie za obserwowanie