Social



poniedziałek, 13 listopada 2017

Zanim zmienicie psa, zmieńcie siebie


Miało być idealnie. Radosne spacery w parku ze znajomymi, zdobywanie kolejnych pucharów na zawodach. Ale los miał inny pomysł i Twój pies okazał się być daleki od tego wymarzonego.
Napisałam do trzech osób, które miały bądź wciąż mają
dużo problemów ze swoim psem. Zgodziły się podzielić swoją historią.

Przedstawiam trzy różne historie trzech różnych osób o trzech różnych psach.





Marta & Santa  (santaon.blogspot.com) 

Wiek: 5 lat
Rasa: owczarek niemiecki z linii użytkowej
Problem: Agresja w stosunku do psów

Przez pierwsze trzy lata Santa była ideałem. Obce psy ignorowała bądź chętnie się z nimi bawiła. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Z premedytacją zaatakowała psa, którego dobrze znała a nawet dzieliła swojego legowisko. Byłam przerażona, ale znajomi machnęli ręką mówiąc, że to jednorazowy wybryk.
Niestety nie okazało się to być prawdą. Nie było tygodnia, w którym nie musiałam ratować psa z paszczy Santy. Do psów biegła z chęcią mordu łapiąc je za głowę lub za szyję. Gdy psu udało się wywinąć, atakowała brzuch. Wszystkimi paznokciami wbijałam się w jej pachwiny. Aż do krwi, aż nie puściła i nie złapała za rękę mnie, miażdżąc mi kości w dłoni. 
Dla Santy to była świetna zabawa, dla mnie ból i rozpacz.


Nie jestem zdziwiona charakterem mojego psa. Takiego psa chciałam i takiego sobie kupiłam. Akceptuje jej demonstracje swojego ciała, akceptuję dominację w relacjach psio-psich, to wszystko jest wpisane w jej temperament. Ale granica została przekroczona, gdy pies atakuje dla zabawy i dla zaspokojenia swoich wygórowanych potrzeb. I o ile takie psy są regularnie rozmnażane w naszej rasie nie zważając na ogólną psychikę suki (jej nerwy, bojaźliwość, słaby łup, itp.), tak w moim odczuciu to niemoralne, by takiego psa dopuścić do rozrodu.

Czas, w którym docierałam sie z Santą, to wieczne ucieczki z bloku do samochodu i na odludne pola. Po prostu wyjście z nią w miejsce publiczne kończyło się jakimś pogryzieniem. Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że jest to po prostu uciekanie od problemu, który sam na pewno nie zniknie.
Moim marzeniem było i jest profesjonalne szkolenie psów. Pomyślałam sobie – jeśli chcesz to naprawdę robić, to wyszkol najpierw swojego diabła. To była moja najlepsza motywacja.

Po dwóch latach pracy mam Santę całkowicie pod kontrolą. Jesteśmy zgrane i Santa rozumie zasady, jakie wprowadziłam w nasze życie. Do parku, na miasto, na spacer za znajomymi i ich psami idę kiedy chcę. 



Życie z trudnym psem to dla mnie normalne życie. Nie pamiętam tej sielanki, kiedy spacerowałam z 8 kg jamnikiem. Bardziej niż agresja utrudniają mi w życiu jej nerwy, które tylko czekają w boksach startowych na ucieczkę z głowy Santy. To jest dopiero wyzwanie! Pełna kontrola nad wychodzącymi dźwiękami i ruchami psa.

Santa uczy mnie dążyć do celu, uczy zawziętości i pokory. O tak, pokora to coś co do teraz wypływa mi uszami, aż tyle jej mam w sobie. Z samozwańczego znawcy, Santa sprowadziła mnie do parteru. A nawet o jeszcze kilka pięter niżej.


Z Santą miałam dwa marzenia - wystartować w oficjalnych zawodach obedience oraz spuścić ze smyczy w miejscu publicznym. Już je spełniłam. Czeka mnie kolejne wyzwanie, czyli wprowadzenie nowych psów do życia Santy.





Dominika & Bono

Wiek: 2 lata
Rasa: Border collie
Problem: lękliwość

Bono trafił do mnie w wieku sześciu miesięcy. Odebrałam go od poprzedniego właściciela, który chciał psa oddać. Biorąc psa tej rasy oczywiście myślałam o trenowaniu psich sportów, przede wszystkim agility. Bono okazał się być psem fajnym do wszelkich aktywności i dosyć szybko mogliśmy zacząć poważne treningi. Od początku zmagaliśmy się z ogromną lękliwością, ale myślałam że wyjdziemy wkrótce na prostą. Okazało się to jednak niemożliwe.

Fobie Bona mają podłoże chorobowe, genetyczne. Niestety badania nad zaburzeniami psychicznymi u psów dopiero raczkują i nie da się dokładnie ustalić co jest nie tak.

Codzienność z psem lękliwym jest niesamowicie trudna. Zwłaszcza, jeśli jest to przypadek podobny do naszego, w którym wiemy, że nie jest to etap przejściowy, a wada na całe życie. Początkowo konsultowałam się z wieloma specjalistami, dawałam Bonowi leki psychotropowe, ale nic nie dawało długotrwałego pozytywnego rezultatu. Odpuściłam i skupiłam się na wypracowaniu podstawowych komend. Moim celem było nauczenie psa nauczenie na luźnej smyczy. Brzmi banalnie? Być może, ale dla Bona, który na każdy najmniejszy huk reagował ucieczką, okazało się to być wielkim wyzwaniem. Pierwsze spacery kończyły się krwawiącymi łapami (bo pies zdzierał je sobie na asfalcie) i ogromnym bólem moich rąk.
Dopięłam jednak swego i to jest nasz ogromny sukces.

Teraz jest lepiej. Ale Bono tak naprawdę w środku się nie zmienił. Wciąż się boi, wciąż nie mogę go spuszczać w mieście, a treningi muszę przeprowadzać w odludnych miejscach. Nieustanny strach robi swoje – wypadająca sierść, bardzo niska odporność to tylko niektóre z objawów, które u niego wystąpiły.

Nie chciałam go oddać, bo u każdego sprawiałby te same problemy, a niewielu jest gotowych na codzienną pracę z takim psem. A skoro jedynym rozwiązaniem było zatrzymanie Bona u mnie robię wszystko, by żyć z nim względnie normalnie. Praca z nim daje mi dużą satysfakcję, ale nierzadko jest też powodem łez.


Życie z trudnym psem to codzienne zaskoczenie. Jednego dnia dostajesz wskazówki od trenera, próbujesz nowych leków i zaczynasz widzieć efekty. Pojawia się nadzieja na jakąś zmianę, a potem znowu następuje wielki regres i jesteś w punkcie wyjścia. A psa najchętniej byś zamknął na miesiąc w klatce.
Wszystko jeszcze raz rozpisujesz, nagrywasz spacery. Nic, nic, nic…
Aż znowu dowiadujesz się czegoś nowego i po prostu musisz spróbować ponownie.

To też niezła lekcja pokory, wytrwałości i balansu. Balansu między dążeniem do doskonałości a zrozumieniem, że nasz pies po prostu ma swoje ograniczenia , problemy i czasem trzeba odpuścić. Bono ma zrobiony cały freestyle, biega torki na zadowalającym poziomie… ale dopóki nie będę miała pewności, że na zawodach będzie wyluzowany, nie zostanie na nie zapisany.
Czasem trzeba schować swoje ambicje do kieszeni, bo mój pies nie będzie cierpiał z ich powodu. Nauczyłam się akceptować Bona takiego, jaki jest.
Kiedyś byłam przekonana o swoich umiejętnościach trenerskich.
Teraz wiem, że nic nie wiem.

Bono daje z siebie wiecej niż komukolwiek się wydaje, a ja staram się mu odwdzięczyć. To wlasnie jest pies mojego zycia, który oddal dla mnie calego siebie i któremu ja również jestem gotowa oddac wszystko co mam

Moje największe marzenie? Wyleczenie Bona z jego fobii.
A największy sukces? Każdy mały kroczek, który przyczynia się do poprawienia codziennego życia. Wierzę, że te małe zmiany doprowadzą nas kiedyś naprawdę daleko.





Kasia&Cookie  (piescookie.pl) 

Wiek: 5,5 roku
Rasa: mieszaniec
Problem: kontrola emocji

Okres szczenięctwa Cookie spędził na wsi, gdzie nikt nie zapewnił mu dobrej socjalizacji. Przygarnęłam go jako mojego pierwszego psa i przywiozłam do miasta. Zmiana otoczenia w pełni go przytłoczyła- nigdy nie śmiałam przypuszczać, że ten słodki i uroczy psiak może przejawiać również zachowania agresywne względem ludzi i psów.
Był jednym wielkim kłębkiem lęku, ekscytacji i frustracji.

Ucieczka od innych psów była wpisana w każdy, nawet najkrótszy spacer. Każde wyjście wiązało się z szarpaniem Cookiego na smyczy i ujadaniem, jeśli bliższego spotkania z czworonogiem nie dało się uniknąć. 

Teraz, po czterech latach intensywnego szkolenia i przede wszystkim wzmacniania naszej relacji życie z Cookiem to właściwie czysta przyjemność. Chociaż wciąż należy do grupy psów reaktywnych, w codziennych sytuacjach radzi sobie bardzo dobrze. Niestety Cookie bardzo słabo generalizuje: przećwiczenie czegoś tysiąc razy w różnych warunkach nie gwarantuje sukcesu w przyszłości. Mimo, że praca nad wzmocnieniem jego zaufania do mnie była najtrudniejsza, obecnie chętnie zgłasza się do mnie po pomoc, pochwałę lub wsparcie, dzięki czemu dużo łatwiej jest nam poradzić sobie w trudnych dla niego sytuacjach. Cookie to sinusoida emocji: jeśli się cieszy, to brykając rozświetla twarze przechodniów, a jeśli pada deszcz i brzuszek jest głodny, to od jego smutku więdną nawet sztuczne kwiaty. Jest reaktywny, szybki i pozornie nieprzewidywalny, ale fantastycznie komunikuje się z ludźmi- przede wszystkim ze mną.

Życie z trudnym psem to sprawdzian. Tego jak  Ty radzisz sobie ze swoimi emocjami i jak reagujesz na stresujące sytuacje- również te generowane przez Twojego psa. Sprawdzian tego co jesteś w stanie poświęcić i co możesz w sobie zmienić, by pomóc swojemu psu. I w końcu- ogrom pracy. Czasami oznacza to tylko regularne treningi z psem, ale często pracę również nad swoją postawą.

Nigdy nie potrzebowałam specjalnej motywacji do pracy z psem. Jest dla mnie oczywiste, że jeśli pies ma z czymś problem to warto nad tym pracować. Nie tylko dla swojego komfortu, ale przede wszystkim dla poprawienia jakości życia psa. Reaktywny pies to nie tylko szczekanie i szarpanie się, które chcielibyśmy ograniczyć by było nam łatwiej wychodzić z nim na spacery. To przede wszystkim stres i emocje z którymi pies sobie nie radzi i które wpływają na całe jego życie. Pies nie robi Ci na złość, on radzi sobie w trudnych sytuacjach najlepiej jak potrafi. Kluczem jest, by pokazać mu alternatywne zachowania, dzięki którym przynajmniej w pewnym stopniu pokona swoje lęki czy fiksacje i jego życie stanie się szczęśliwsze.
W przyszłości chciałabym kiedyś mieć więcej psów, koty i trzy kozy. Byłoby super, gdyby Cookie nie zeżarł pozostałych domowników!





 Tutaj chciałam zakończyć swój post, ale chwilę przed kliknięciem publikuj napisała do mnie Dominika czy nie dałabym rady wstawić jeszcze kilku zdań.  Wysłała mi tekst, w którym się absolutnie zakochałam i pod którym od razu byłam gotowa się podpisać. Wstawiam go poniżej w prawie niezmienionej formie.


Najbardziej niesamowitą rzeczą w życiu z psem trudnym jest to, jak każdego dnia coraz bardziej identyfikuję się z moim pupilem. Widzę się w nim, jak pod lupą. Wszystkie moje błędy, wszystkie wady i zalety zostają powiększone. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek był w stanie pokazać mi kim jestem, jak wiele potrafię zrobić, wytrzymać, ale też jak dużo zniszczyć to właśnie Bono. Widząc jego słabe dni wiem, że są to złe dni dla mnie, być może dlatego że mój pies znowu pokazuje się od najgorszej strony i to czyni mnie tak smutną. A może jego zachowanie wynika z moich emocji?

 Staliśmy się jednością, pomiędzy nami pojawiła się niesamowita więź, której nie udało mi się stworzyć z nikim innym. Wszystko co dotyczy jego, dotyczy mnie a wszystko co się dzieje ze mną dzieje się też z nim. Nieważne jak bardzo starałabym się ukryć moje codzienne problemy,  on zawsze je zauważy. Chcąc rozpocząć trening musze uporać się ze swoimi demonami, by móc zacząć pracować nad jego. A może w naszych głowach mieszkają te same potwory? Mam wrażenie, ze oboje mamy problemy, które mogą zniknąć jedynie u naszej dwójki lub u żadnego z nas. Za każdym razem, kiedy wykrzyczałam ze łzami w oczach ‘’jesteś najgorszym psem świata’’ echo e mojej głowie natychmiastowo zwracało mi z podwójną siłą odpowiedź ‘’jesteś najgorsza właścicielką świata’’. Mój pies nie będzie doskonały, bo ja tez nie będę. Codzienne problemy znikają dopiero kiedy wieczorem odcinamy się od wszechświata, przytulamy na dobranoc i stajemy się jednością, perfekcyjnym duetem nie perfekcyjnych jednostek.

Wiem ze gdyby świat został ustalony w inny sposób moglibyśmy być zupełnie inni, a gdyby Bono miał szczęście urodzić się w innym miejscu jego życie wyglądałoby dużo lepiej.
Ale… jak wtedy by wyglądało moje? On musi wałczyć z moimi problemami, a ja z jego i tylko w ten sposób oboje możemy stać się lepsza wersja samych siebie. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego towarzysza życia niż ten czterołapy świr. Nie jest idealnym psem ale jest najlepszym przyjacielem, który pomaga mi stać się lepszym człowiekiem.

A teraz mam pytanie do ludzi z trudnymi, wymagającymi psami. Jak dużo daliście z siebie? Jak bardzo się zmieniliście?  jak dużo poświęciliście dla swojego psa? Kto w waszym duecie musiał się wyrzec większej ilości rzeczy?

Wymagajcie zmian od psa. Ale najpierw zmieńcie siebie




Marta, Kasia, Dominika
Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za Waszą pomoc. Napisałyście wspaniałe teksty, które naprawdę dają do myślenia. Oby wszystkie Wasze marzenia o których mówiłyście się spełniły :)








  1. Uwielbiam pisać jak i czytać tego typu posty,skłaniające do reflekcji! Absolutnie genialny! Podpisuję się rękami i nogami.
    Sama nie miałam lekko. Pies, który pruł się na wszystko i wszystkich. Dużo pracy, jak i pomocy doświadczonych osób sprawiły, że w końcu osiągnęłyśmy swój sukces. Kiedyś zwykły spacer był udręką, a teraz? Mam psa, na którym mogę polegać(i ze wzajemnością). Obie mamy wyznaczone odpowiednie granice. Spacer na jakimś festynie, w bibliotece, sklepie, restauracji? No problem. To znaczy do czasu, gdy nie ma ze mną moich rodziców. Wtedy znowu bardziej lub mniej ujawnia się demon ekscytacji. Nie poddajemy się i pracujemy nad kolejnym sukcesem. Porównując to co było kiedyś-jest o stokroć lepiej!
    Nie osiągnęłybyśmy tego, gdyby nie moja zmiana. Musiałam stać się asertywna, konsekwentna, ale i wyrozumiała, nie mogłam jej zawieść.
    Ważne, żeby nigdy się nie poddawać!
    Pozdrawiamy, łapa!
    kluczdopsiegoumyslu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, jak idę na spacer z rodzicami to po kilkunastu minutach mam psa z papką zamiast mózgu :)
      Dziękuję wraz z współautorkami za miłe słowa! Powodzenia w dalszej pracy!

      Usuń
  2. Piękny post. <3 Myślę, że będę jeszcze do niego wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję wraz ze współautorkami!

      Tak, myślę że to jest właśnie ten rodzaj postu do którego się wraca w trudniejszych chwilach. I bardzo mnie to cieszy, że wyszło tak jak to sobie zaplanowałam

      Usuń
  3. Z Vicky też nie jest łatwo. Mamy swoje sukcesy, mamy swoje upadki. Ale czuję, że ten pies urodził się specjalnie aby trafić do mnie. Aby wprowadzić mnie w psi świat, aby pomóc mi wyjść do ludzi., aby pokazać mi, że mam się cieszyć z małych sukcesów - bo warto. Ja jestem po to aby pokazać jej, że obcy, przechodzący obok nas ludzie nie chcą nam nic zrobić, że nie musi nas tak intensywnie bronić, aby uświadomić jej, że dzieci to nie są zabójcy i nie należy każdego po kolei straszyć szczekaniem i podgryzać. Obie łączymy się w jedno, razem damy radę przejść przez wszystko. Jest już o wiele lepiej, ale jeszcze sporo pracy przed nami. Będziemy się uczuć całe życie. Życzę powodzenia dziewczynom, które się wypowiadały w tym poście, damy radę! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem mam takie samo wrażenie z Nox - bo nie widzę innego powodu, dla którego los mi dał jedynego porąbanego psa ze wszystkich 3 miotów w hodowli :)
      Trzymam za Was kciuki!

      Usuń

Komentarz to nie miejsce na SPAM!
NIE OBOWIĄZUJE zasada obserwowanie za obserwowanie